Te polskie słowa pochodzą z języka francuskiego. Nawet o tym nie wiedziałeś!

Stulecia kontaktów z francuską kulturą pozostawiły w naszym języku ojczystym wiele śladów. Okazuje się, że w dobie wszechobecnej angielszczyzny język znad Sekwany wciąż pozostaje synonimem dobrej kuchni, elegancji oraz subtelnych uczuć.

Trudne początki

Można powiedzieć, że kontakty francuskiej i polskiej kultury zaczęły się od małego falstartu. Henryk III Walezy, nasz jedyny król rodem z Galii, wytrzymał w Krakowie zaledwie pół roku, po czym wrócił do siebie. Potrzeba było następnego stulecia, żeby francuskie wpływy na dobre zadomowiły się nad Wisłą. I wiąże się to głównie z osobami trzech kobiet.

Dwie królowe Polski – Maria Ludwika Gonzaga i Maria Kazimiera d’Arquien (czyli popularna Marysieńka), a także królowa Francji Maria Leszczyńska stworzyły pomiędzy Warszawą a Paryżem kulturalny pomost. Polacy zachwycili się francuską kuchnią i literaturą, Francuzi z kolei cenili polską pomysłowość, waleczność i muzykę (mazurki, polonezy). Znajomość języka francuskiego stała się w XVIII wieku w całej Europie wyróżnikiem osoby wykształconej i obytej w świecie. Jeszcze w latach 30. XX wieku był to najważniejszy język obcy w polskich szkołach średnich.

Dzisiaj coraz częściej znajdujemy w naszych słownikach wyrazy pochodzenia angielskiego. Jednak kilkaset lat fascynacji kulturą znad Sekwany pozostawiło w naszym języku trwałe ślady.* Naliczono w nim aż 3,5 tys. zapożyczeń z języka francuskiego!*

À propos

Zacznijmy od prostych wyrażeń, których używamy na co dzień. Zdarza nam się przecież zagrać va banque (pójść na całość) i stanąć vis-à-vis (naprzeciwko) kogoś, kto nam się podoba. Możemy wtedy zaprosić taką osobę na małe rendez-vous (randkę, spotkanie zapoznawcze). Oczywiście mężczyzn pociąga szczególnie w takich sytuacjach femme fatale (kobieta fatalna). Niestety związki z takimi osobami często kończą się… fatalnie, choć trudno uchodzić za eksperta (l’expert) w tych sprawach.


Po latach natrafiamy w internecie na zdjęcia, w których dawna partnerka widoczna jest en face (z przodu). Miewamy wtedy dziwne uczucie déjà vu, kiedy wydaje nam się, że bohaterkę fotografii już gdzieś widzieliśmy. Opowiadamy o tym koleżance siedzącej obok nas, ona jednak przypomina sobie* à propos* (w związku z tematem) o własnych nieudanych związkach. Wtedy rozumiemy, że popełniliśmy faux pas (pomyłkę, gafę), bo koleżanka właśnie wczoraj rozstała się ze swoim partnerem. Czujemy się winni, dajemy więc jej carte blanche (wolną rękę), by opowiedziała własną historię.

Bon appétit!

W żadnej innej dziedzinie życia wpływów języka francuskiego nie widać tak dobrze, jak w gastronomii. Trudno się temu dziwić. Kuchnia francuska króluje w europejskich restauracjach (les restaurants) obok swojej włoskiej odpowiedniczki. Jest od niej jednak bardziej elitarna (élite), a nawet trochę ekstrawagancka (extravagant). Już samo słowo menu pochodzi z języka francuskiego, choć oznacza zestaw dnia, a nie całą ofertę restauracji (la carte).


Francuzi zaczynają posiłki od apéritif, napoju alkoholowego. Wśród nich chociażby absynt (l’absinthe), bordo (wino z miasta Bordeaux), cydr (le cidre) oraz szampan (le champagne) mają francuski rodowód. Wśród przystawek warto wymienić bulion (le bouillon). Z kolei popularne zarówno w Paryżu, jak i Warszawie dania główne to chateaubriand (polędwica wołowa z ziemniakami) oraz ratatouille (prowansalska sałata). Oczywiście w dobrym lokalu znajdziemy również dania ekskluzywne (exclusif), które z pewnością nas zaskoczą.

Un moment

Nie wszystko złoto co się świeci. Niektóre słówka mają pochodzenie francuskie choć oznaczają zupełnie co innego nad Wisłą. I tak na przykład "Le Chalet" to dla Francuzów szałas albo schronisko, nie kierujmy więc do ubikacji (toilettes), jeśli o takowy zapytają. "Tata" to ciocia albo niania, a nie ojciec (papa albo père). Częstując Francuza tortem (la gâteau) pamiętajmy, że francuski "le tort" oznacza błąd lub winę. "La folie" to, o zgrozo, szaleństwo, nie zaś folia aluminiowa.


Na koniec warto zauważyć, że również niektóre związki frazeologiczne używane przez nas na co dzień mają swoje źródło na paryskich salonach. To stamtąd pochodzi gwóźdź programu (clou de la saison) czy* krzyk mody* (cri de la mode). Jak więc widać nasz słownik straciłby wiele pięknych słów, gdybyśmy pozbawili go francuskich zapożyczeń. Ale to oczywiście zdanie autora a każdy ma prawo do własnego punktu widzenia (point de vue).

Poleć tę relację znajomym
Udostępnij Tweetnij